Po pierwsze: czy inteligencja może w ogóle być sztuczna?
Dobrze się temu przyglądając: jeżeli jest sztuczna, nie może być inteligentna, czyli dalej: nie może być inteligencją. Słowo inteligencja pochodzi z łaciny: intelligo, intelligere, intellegi, intellectum, czyli rozumieć, umieć łączyć ze sobą, bo czasownikiem podstawowym tutaj jest lego, legere, legi, lectum – łączyć, zestawiać, a także czytać na głos (stąd np. lektor). W szerokim rozumieniu oznacza umiejętność zestawiania faktów i jako umiejętność jest cechą istot żywych. Nie sztucznych.
Z pewnością powstało pojęcie sztucznej inteligencji jako skrót myślowy, swoista metafora, symbol, w głowie przemądrzałego programisty, który zapomniał o tym, że aby być inteligentnym, trzeba mieć to coś wyłącznie ludzkiego, boskiego, w ogóle żywego (w znaczeniu związanego z życiem), a mianowicie wolną wolę. Trzeba umieć stworzyć z samego siebie. Aiteligencja sama z siebie nie napisze nic, nie narysuje nic, musi mieć bodziec zewnętrzny, pytanie, polecenie i dopiero wtedy je wykona. Przypuśćmy jednak, że zrobi coś sama z siebie, na pierwszy rzut oka. Nie będzie to jednak do końca prawdziwe, gdyż ktoś, jakiś stwórca, musi ją przedtem w określony sposób zaprogramować. Zatem inteligencja, która rzeczywiście istnieje, nie jest wcale sztuczna, gdyż ukryta jest w konkretnych mózgach programistów, no i takich ludzi, którzy nimi manipulują.
Strach przed sztuczną inteligencją rozsiewany tu i ówdzie jest zupełnie nieracjonalny. Rozsiewanie takiego strachu może być próbą odwrócenia uwagi od rzeczywistych problemów i zrzuceniem odpowiedzialności na bardzo wygodny fenomen, z jakim współcześnie musimy dać sobie radę. Nie boimy się suwmiarki, ani klucza francuskiego, a przecież sztuczna inteligencja jest kolejnym narzędziem, tylko narzędziem. Narzędzie to powstało w zupełnie ludzkich głowach. Problemem staje się jednak to, co z tym narzędziem niektóre głowy chcą zrobić.
Sztuczna inteligencja — próba uściślenia
Dodaj komentarz